Adam

Adam to niesforna, choć jednocześnie bardzo pocieszna i ciekawska mała istota, która niedługo skończy swój pierwszy rok pobytu na tej planecie :) Jego siostra Julia pomogła mi go niejednokrotnie rozweselić, aby uchwycić jego zawadiacki uśmiech ;) Oczywiście jak przystało na dużego faceta potrafi także być poważny, zamyślony jak i zgrywać pozera. Ciekawe co będzie, gdy nauczy się chodzić… ;)

Share Button

Parasol w Dragonie

To nie była zwykła potańcówka. Francuski duet Parasol – Gérard Godon (akordeon chromatyczny) oraz Cathérine Grimault (skrzypce) to jeden z najciekawszych zespołów tanecznej sceny folkowej w Europie. We Francji są już prawdziwą legendą, a u nas? Okazało się, że wśród balfolkowych fanów cieszą się oni również wspaniałą reputacją.  Przywieźli ze sobą magiczną atmosferę, którą uczestnicy nie tylko dostrzegli i poczuli, ale i też rozwinęli swoimi parasolami, robiąc tym samym niezwykłą niespodziankę grającym gościom. Bardzo sensualna muzyka porywająca nie tylko ciało, ale i duszę… :) Jakbyście jeszcze kiedyś mieli okazję ich posłuchać gorąco polecam!

Share Button

Celtica w Molly’s Grill

Molly’s Grill to nie tylko miłe miejsce, gdzie można coś smacznie zjeść. Właścicielem tego miejsca jest Irlandczyk. Z tego tytułu często można tu usłyszeć miłe dla ucha dźwięki irlandzkiej muzyki podczas odbywających się w czwartkowe wieczory sesji muzycznych oraz koncertów. We wtorek miał tu miejsce koncert Macalla Trio (Tomek Biela, Ewelina Grygier oraz Małgorzata Mycek) połączony z występem zespołu tanecznego Celtica. Kto nie był niech żałuje! :)

Share Button

Mistrzostwa Europy w Tańcu Irlandzkim w Salzburgu

Salzburg jest znany przede wszystkim jako miasto Mozarta czy też filmu Roberta Wise’a „The Sound of Music”. Bez wahania mogę powiedzieć, że jest bardzo malowniczym miejscem z ciągiem klimatycznych uliczek przy jednoczesnym braku miejsc parkingowych. Po za tym można tam spotkać jedne z najbardziej magicznych istot po tej stronie lustra – Jednorożce – a to nie zdarza się zbyt często! ;)

W tym roku Salzburg został wybrany jako gospodarz Mistrzostw Europy w tańcu irlandzkim, które odbyły się w Radisson Blu Hotel. Same zawody mają dosyć specyficzny klimat. Z jednej strony zjeżdżają się na nie z całego świata ludzie, którzy ten taniec kochają. Z drugiej strony zauważam, iż wielu z nich obiekt swojej miłości zapragnęła uczynić zbyt perfekcyjnym, przez co zaczęli postrzegać taniec irlandzki jako coś bardzo technicznego, nieco sztucznego, pozbawionego czystej radości i prawdziwego dialogu z muzykami. Nie mniej jednak można tam spotkać także wielu sympatycznych ludzi, którzy miłość do tańca potrafią uzewnętrznić w bardziej naturalny sposób ze szczerym uśmiechem na twarzy. Paradoksalnie nie zawsze zdobywają oni medale i puchary, ale nie pozbawia to ich wcale energii. W końcu przyjechali tu nie tylko, by konkurować ze sobą, ale i dobrze się bawić oraz czerpać inspirację na przyszłość.

Zawody przypominają jeden wielki taneczny taśmociąg, przez który przewijają się ludzie w kilkunastu kategoriach wiekowych. Kilkuset zawodników kolejno prezentuje się na scenie w dwóch rundach tzw. heavy shoes round and soft shoes round, natomiast najlepsi z nich są dopuszczeni do etapu trzeciego, gdzie prezentują swój modern set – czyli popisowy taniec w twardych butach. Sędziowie oraz muzyk akompaniujący prawie nie wstają z miejsca, będąc w ciągłym skupieniu przez cały, długi dzień. Uzupełnieniem tego widowiska jest cała rzesza publiczności, wśród której ciągle ktoś biega, odpoczywa, obserwuje, przebiera się, powtarza kroki, przymierza buty lub treski w specjalnym stoisku oraz inne zaskakujące niespodzianki, takie jak przebiegające pod nogami małe dzieci. To wszystko okraszone jest dużą dozą irlandzkiej wesołości oraz podekscytowania. Na osobną uwagę zasługują stroje występujących osób. Cóż… niby o gustach się nie dyskutuje, ale widząc kilkuletnie stworki w pełni umalowane, w wielobarwnych, wycekinowanych, sztywnych sukienkach  oraz perukach z kręconymi włosami (treski) można odnieść wrażenie, iż jesteśmy w dość niezwykłym i jedynym w swoim rodzaju cyrku na świecie… ;) Oczywiście to wszystko subiektywne odczucia autora :) Udało mi się jednak spotkać również wiele osób, które potrafiły zarówno zatańczyć jak i ubrać się ze smakiem, wzbudzając przez to podziw niejednej osoby z publiczności. Kolejne mistrzostwa odbędą się już za rok, tym razem w Polsce! Do zobaczenia zatem ;) A Salzburg z chęcią jeszcze kiedyś odwiedzę :)

Share Button

Koncert Strays w Tannersie

W sobotę, 13 października w pubie Tanners przy ul. Klasztornej w Poznaniu miał miejsce koncert zespołu Strays. „Włóczykije” grają głównie muzykę irlandzką, aczkolwiek inne celtyckie klimaty, m.in. bretońskie czy szkockie nie są im wcale obce. Zawsze, gdy ich słyszę, gdzieś tam w duchu się uśmiecham, nie tylko ze względu na wesołą muzykalność jaką reprezentują, ale i dlatego, iż widzę, jak coraz mocniej doskonalą swój warsztat muzyczny. Zapewne jest to w dużej mierze zasługa podróży na Zieloną Wyspę, skąd czerpią regularnie i bezpośrednio inspiracje. Przy dźwiękach ich muzyki raczej trudno stać w miejscu, więc i tym razem sala pulsowała w rytm reeli, jigów i wielu innych ciekawych celtyckich melodii do późnych godzin nocnych.

Zespół tworzą: Agnieszka Kumińska – piękna, spokojna i wesoła wokalistka grająca także na concertinie oraz różnych przeszkadzajkach, Jakub Szczygieł – skromny acz uzdolniony muzyk grający na flecie irlandzkim oraz także udzielający swego głosu, Zbigniew Ambrosiewicz – dynamiczny i wydobywający z niespotykaną prędkością oraz zwinnością dźwięki z bodhranu, cajonu, oraz chyba wszystkiego z czego da się wydobyć rytm, Andrzej Muzaj – zawsze uśmiechnięty ekstrawertyk grający na gitarze akustycznej, irlandzkim bouzouki oraz także na swych strunach głosowych z niezwykłą charyzmą, Adam Sznabel – pogodny i uzdolniony multi-instrumentalista grający tutaj na Uileann Pipes oraz low whistle.

Jakkolwiek sztuczne, kolorowe światło jest trudne do okiełznania, to jednak mam nadzieje, iż zdjęcia będzie się Wam przyjemnie oglądać ;)

Jeżeli intryguje Was brzmienie Straysów, a nie macie możliwości ich nigdzie posłuchać, to tu macie małą próbkę ich możliwości :)

Share Button

Coaching Project 2012

Na wstępie trzeba wspomnieć czym jest sam Coaching Project. Otóż Polski Teatr Tańca zaprasza do siebie podczas Dancing Poznań co roku inną grupę taneczną, która uczy innych tancerzy nie tyle samego tańca czy choreografii, ale bardziej sposobu pracy z tańcem w grupie. Jak to się stało, iż w tym roku była tą grupą Maria Kong – Dancers Company? Pani Ewa Wycichowska miała okazję zetknąć się kiedyś z nimi podczas pobytu w Izraelu. W wyniku tego spotkania w zeszłym roku zawitali oni do Poznania ze swoim show – Fling – i wystąpili podczas Festiwalu Teatrów Tańca. Teraz, będąc ponownie, wcielili się także w rolę pedagogów. I to nie byle jakich. Każdy z nich ma nie małe doświadczenie taneczne i ogólnie artystyczne oraz wielki talent.

Inicjatorem powstania grupy w 2008 roku byli tancerze Talia Landa z Izraela oraz Aderson Braz z Brazyli. Są oni jak cała reszta teamu ludźmi o bardzo wyraźnych i silnych cechach charakteru, co wcale nie oznacza wielkiego ego. Są konsekwentni, szanują siebie oraz swój czas, wiedzą czego chcą, potrafią się na tym skupić i przede wszystkim przekuć to wszystko w materię usnutą z ruchu, muzyki i światła. Grupa składa się nie tylko z tancerzy (Caroline Boussard, Luciane Castro Fontanella, Artour Astman), ale także i muzyków (Idan Shimoni), świetnego oświetleniowca (Shachar Werecson), designera filmowego (Ori Ben-Shabat), technika (Yossi Tal Taieb) oraz menadżerki (Zohar Eshel-Acco). Pozostała dwójka – muzyk i projektant strojów – nie była obecna w Poznaniu. Pomimo bardzo odmiennych charakterów jedno trzeba im przyznać, dogadują się świetnie i są na co dzień przyjaciółmi. Brzmi jak niedościgniony wzór do naśladowania, ale z pozycji wnikliwego obserwatora powiem Wam, iż to szczera prawda :) Tak zgranej grupy tworzącej tak niesamowite rzeczy nie dane mi było dotąd jeszcze spotkać. Każdy z nich jest sobie równy, począwszy od oświetleniowca, muzyka, na tancerzach kończąc. Wspaniały wzór do naśladowania gdzie ego ma jakby mniej do gadania, siedząc cicho w kącie, a wszyscy skupiają się na jednym – kreacji magii :)

To była prawdziwa przyjemność spędzić czas z tak wspaniałymi tancerzami w jednym miejscu przez prawie cały tydzień. Obserwując pracę Maria Kong Dancers Company można dojść do jednego wniosku. To artyści całą duszą, którzy wkładają w to, co robią, całe swoje serce oraz pasję i którzy potrafią to zrobić na poziomie tak niesamowitym, iż przebywając z nimi razem można poczuć, iż jest się dosłownie w innym świecie. Świecie pełnym nie tylko abstrakcji, ruchu, muzyki oraz gry świateł, co płynącej w górę energii, której stajemy się częścią. Energii, która nie tylko pobudza i skłania do przemyśleń, ale która sprawia, że dzięki niej sami wychodzimy z głową pełną inspiracji. Czas pokaże, ile z tego doświadczenia przesiąknie uczestników Coaching Project.

Dziękuję za wspaniały czas tancerzom Maria Kong oraz wszystkim uczestnikom tegorocznego Coaching Project. Dziękuję także pani Jagodzie Ignaczak za szybką akredytację oraz pani Ewie Wycichowskiej za uśmiech i parę miłych rozmów :)

Share Button

Kong’s Night w Poznaniu

Kto nie widział niech żałuje ;) Maria Kong Dancers Company i ich intrygujący „Kong’s Night”. Magia surrealizmu w najczystszej postaci. Poza tym wspaniali ludzie… :) Gorąco polecam! Jakbyście kiedyś byli Tel Awiwie istnieje spora szansa, iż uda się wam ich zobaczyć :)

Na koniec mam dla Was taki smaczek w ich wykonaniu… Caroline to naprawdę bardzo elektryzująca postać. Tak samo jak Anderson. Mnie udało się obejrzeć Animal Duet na żywo w relatywnie wąskim gronie i muszę przyznać, że erotyzm unosił się w powietrzu w niepowtarzalny, płynący z samego źródła sposób….

Maria Kong, mam nadzieje iż kiedyś nasze drogi jeszcze się przetną!

Share Button