Mistrzostwa Europy w Tańcu Irlandzkim w Salzburgu

Salzburg jest znany przede wszystkim jako miasto Mozarta czy też filmu Roberta Wise’a „The Sound of Music”. Bez wahania mogę powiedzieć, że jest bardzo malowniczym miejscem z ciągiem klimatycznych uliczek przy jednoczesnym braku miejsc parkingowych. Po za tym można tam spotkać jedne z najbardziej magicznych istot po tej stronie lustra – Jednorożce – a to nie zdarza się zbyt często! ;)

W tym roku Salzburg został wybrany jako gospodarz Mistrzostw Europy w tańcu irlandzkim, które odbyły się w Radisson Blu Hotel. Same zawody mają dosyć specyficzny klimat. Z jednej strony zjeżdżają się na nie z całego świata ludzie, którzy ten taniec kochają. Z drugiej strony zauważam, iż wielu z nich obiekt swojej miłości zapragnęła uczynić zbyt perfekcyjnym, przez co zaczęli postrzegać taniec irlandzki jako coś bardzo technicznego, nieco sztucznego, pozbawionego czystej radości i prawdziwego dialogu z muzykami. Nie mniej jednak można tam spotkać także wielu sympatycznych ludzi, którzy miłość do tańca potrafią uzewnętrznić w bardziej naturalny sposób ze szczerym uśmiechem na twarzy. Paradoksalnie nie zawsze zdobywają oni medale i puchary, ale nie pozbawia to ich wcale energii. W końcu przyjechali tu nie tylko, by konkurować ze sobą, ale i dobrze się bawić oraz czerpać inspirację na przyszłość.

Zawody przypominają jeden wielki taneczny taśmociąg, przez który przewijają się ludzie w kilkunastu kategoriach wiekowych. Kilkuset zawodników kolejno prezentuje się na scenie w dwóch rundach tzw. heavy shoes round and soft shoes round, natomiast najlepsi z nich są dopuszczeni do etapu trzeciego, gdzie prezentują swój modern set – czyli popisowy taniec w twardych butach. Sędziowie oraz muzyk akompaniujący prawie nie wstają z miejsca, będąc w ciągłym skupieniu przez cały, długi dzień. Uzupełnieniem tego widowiska jest cała rzesza publiczności, wśród której ciągle ktoś biega, odpoczywa, obserwuje, przebiera się, powtarza kroki, przymierza buty lub treski w specjalnym stoisku oraz inne zaskakujące niespodzianki, takie jak przebiegające pod nogami małe dzieci. To wszystko okraszone jest dużą dozą irlandzkiej wesołości oraz podekscytowania. Na osobną uwagę zasługują stroje występujących osób. Cóż… niby o gustach się nie dyskutuje, ale widząc kilkuletnie stworki w pełni umalowane, w wielobarwnych, wycekinowanych, sztywnych sukienkach  oraz perukach z kręconymi włosami (treski) można odnieść wrażenie, iż jesteśmy w dość niezwykłym i jedynym w swoim rodzaju cyrku na świecie… ;) Oczywiście to wszystko subiektywne odczucia autora :) Udało mi się jednak spotkać również wiele osób, które potrafiły zarówno zatańczyć jak i ubrać się ze smakiem, wzbudzając przez to podziw niejednej osoby z publiczności. Kolejne mistrzostwa odbędą się już za rok, tym razem w Polsce! Do zobaczenia zatem ;) A Salzburg z chęcią jeszcze kiedyś odwiedzę :)

Share Button